Tradycje przedślubne.

Dużo w internecie, prasie i telewizji mówi się o tradycjach ślubnych i weselnych a niewiele o tradycjach przedślubnych, czyli tych, które odbywają się w domach młodych przed samą ceremonią ślubną. Ostatnio na jakimś bardzo tandetnym forum kobiecym trafiłem na dość ostrą dyskusję na temat marszówki i dlatego postanowiłem napisać o tym co myślę. O marszówce jednak później. Najpierw inna ważna tradycja przedślubna: błogosławieństwo.

Błogosławieństwo najczęściej odbywa się w domy Panny Młodej po przyjeździe Pana Młodego, tuż przed Mszą Świętą. Rodzice wtedy dają swoje błogosławieństwo dzieciom i życzą im szczęście na nowej drodze życia. Teksty błogosławieństwa rodziców można znaleźć w internecie np. na blogu www.na-wesele.com. Kiedyś podczas błogosławieństwa w wielu regionach Polski akordeonista grał utwór „Cudowna matko” lub inne w zależności od regionu i upodobań młodych. Dziś niestety bardzo rzadko się to spotyka a nawet jak przeczytałem na wyżej wymienionym forum, jest to odbierane za wiejskie i kiczowate. Na szczęście samo błogosławieństwo nie jest tak nazywane. Wtedy już całkowicie stracił bym wiarę w człowieka.

Tak jak pisałem we wstępie, chciałbym wyrazić swój pogląd na drugą tradycję przedślubną – marszówkę, czyli granie marsza pod domem Pani Młodej. Oczywiście można sądzić, że takie granie pod domem to zwyczajne spełnienie tezy: Zastaw się a pokaż się, w której ludzie chcą przed wszystkimi sąsiadami się pochwalić. Tylko ja nie rozumiem, dlaczego mieli by się nie chwalić, przecież to najważniejszy dzień w ich życiu i tą wieścią chcą pochwalić się z innymi. Niestety w naszym narodzie panuje myśl, że innym nie może się dobrze powodzić i nie mogą się cieszyć, a już najgorszą rzeczą jest, gdy swoim szczęściem chcą się pochwalić. Trochę to śmieszne, ale cóż poradzić. Według mnie ta zazdrość to zacofanie, obciach, kicz i „wiocha” a nie marszówka. Według mnie jeśli ktoś chce pod swoim domem muzykę, to nie należy się z niego wyśmiewać i tak ostro go atakować. mamy w końcu wolność wyboru. Skoro komuś marszówki się nie podobają, nie muszą za nie płacić przy organizacji swojego wesela. Odrobina kultury nakazuje akceptować gusta innych. Jeśli ktoś marzy, aby akordeon towarzyszył mu w drodze do Kościoła to dlaczego odbierać mu marzenia i nazywać go wieśniakiem? Mnie do Kościoła poprowadzi cała orkiestra dęta Straży Pożarnej. Specjalnie, żeby dopiec wszystkim pseudo inteligentom i mieszczuchom;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>